08
lip
09

Cmentarz sowieckości

Stałem nad zwłokami. Walały się u mych stóp, a pod ich postacią – wyzuta z wszelkiego dostojeństwa historia, kilkadziesiąt lat władzy absolutnej, krew i pot narodu radzieckiego.
Do dziś nie wiem kim był za życia. Głowy nie odnalazłem, zapewne ukradli ją przeciwnicy systemu i roztrzaskali twardym, symbolicznym uderzeniem młota, a może nie byli to wrogowie, lecz przeciwnie, wyznawcy rządów twardej ręki i generalski czerep zdobi teraz domowej roboty ołtarzyk w jednym z pobliskich bloków; wszystko jedno, na tych terenach sprzeczności nie istnieją w swej klasycznej roli, lecz splatają się z sobą tworząc przedziwny antagonizm w jedności. Wracając, być może był to sam Lenin, lub towarzysz Kirow, ewentualnie niskiej jakości lokalny aparatczyk. Dziś został z niego tylko kamienny korpus, bez członków, jeśli nie liczyć smętnych pozostałości prawej ręki.

Źródło: http://holina.flamber.ru/photos/

- Tutaj pociągi nie jeździły – odpowiedział zagadnięty mieszkaniec – только электрички. No tak, pomyślałem sobie. To drobna różnica lingwistyczna, jednak jak bardzo symboliczna w tym miejscu; elektriczka to nie pociąg, jak bowiem porównać podmiejski środek transportu z jadącym tysiące kilometrów ekspresem transsyberyjskim? Oni wszyscy tacy byli, przemknęła kolejna myśl, choćby te zwłoki – jak wielki był to pomnik!; choćby ten grobowiec, po co w tej mieścinie tak wielki dworzec? Radziecka megalomania ostatni raz dała znać o sobie w monumentalnym upadku całej czerwonej państwowości. Z dnia na dzień przestał być potrzebny strażnik komunizmu na półwyspie Kanin Nos i Nowej Ziemi, nie była już konieczna praca rąk ludzkich w nieopłacalnych fabrykach i kopalniach, swoją funkcję utracił też kamienny towarzysz z kirowskiego dworca. Ze zrujnowanego już, a jakże, kirowskiego dworca!

A jednak jest to piękne miejsce. Smutne, lecz prawdziwe. Nie uświadczysz tam pogoni za pieniędzmi, społecznej nierówności, alternatywnych knajpek, a nawet złodziei. Znajdziesz za to majestatyczne góry, chłodny wiatr północy i oszałamiający krajobraz półwyspu Kolskiego.

I tęsknotę.


3 Odpowiedzi do “Cmentarz sowieckości”


  1. 1 Daniel Falcman
    Lipiec 8, 2009 o 7:26 pm

    Odniosę się wyłącznie do treści. Całość, za wyjątkiem kilku potknięć, jest poprawna pod względem stylistycznym. Jest bardzo dobra.
    Jednak meritum. Sądzę, że Autor – który tak bardzo lubi oceniać, że nie powinien mieć pretensji za ocenę samego siebie, choćby na podstawie jednego artykułu, bez trudu osobistego poznania – ulega dziwnym resentymentom. Jakiejś tęsknocie za sowieckością. Petryfikuje ją jako zapomniany ideał. Ten jest, w istocie, tylko tkliwym, utopijnym mirażem. Stanowi absurd, kuriozum. Nie miejsce, by rozwodzić się nad niedostatkami systemu radzieckiego – paradoks takiego rozwodzenia się byłby, mam wrażenie, trudny do zniesienia, skoro autor tych słów deklaruje się jako marksista – jednak system ów był czymś złym: w wymiarze etycznym i społecznej racjonalności. Popełnił błąd kardynalny: uznał, że cel uświęca środki – że doniosłość nierealnych celów upoważnia do zbrodni. Zatarł sumienia i wrażliwość. Wymownie zatrważające, że Autor, z tekstu którego wrażliwość, jako żywo, przebija, nie zauważa się bezwględności reżimu: tłumionych westchnień ofiar niedoszłej demokracji, łez tych, którzy mieli nadzieję. Nadzieję na wzór nadziei Bułhakowa.
    Czy przemoc jednych może być ‘lepsza’ od przemocy innych? Fakt, że słowo umożliwiające gradację – przynajmniej w perspektywie lingwistycznej (tak, teraz śmieję się z Autora – jego ‘lingwistyczne’ jest równie nie na miejscu, dekomponuje wypowiedź) – wzięte zostało w cudzysłów sugeruje odpowiedź. Żeby uciec od filozoficznego dopowiedzenia sensu słabego, twierdzę, że nie, nie może: zbrodnia jest zbrodnią. Niemożliwy jest tutaj jakikolwiek relatywizm. Jego próba sama w sobie jest już zbrodnią: wymierzoną, niczym miecz potwornej kpiny, w cierpienia ofiar. Nie ma zbrodniarzy bardziej czcigodnych od innych…
    Dlaczego Autor zajmuje się zbrodniami demokracji, przemilczając występki komunistów? To przekracza zabieg retoryczny. Jest już krokiem ingerującym w sensy.

  2. 2 mooflon
    Lipiec 8, 2009 o 8:52 pm

    Odpowiem krótko na pytanie zawarte w ostatnim akapicie: dlatego, że o zbrodniach komunistycznych napisano już chyba wszystko. Nie zaprzeczam okrucieństwu dokonanemu podczas budowy kanału białomorskiego, jednak nie wspominam o tym w notce na temat jedenastego września, co wydaje się być oczywistym.

    Co do ładunku emocjonalnego zawartego w powyższym tekście: nie jest on wcale jednoznaczny; wręcz przeciwnie! Obecna jest nostalgia za czasami ZSRR, ale uważny czytelnik odnajdzie między słowami i sporą dawkę ironii. Zresztą… to właśnie urok tekstu pisanego, że występują w nim niedopowiedzenia, czyż nie?

  3. 3 Daniel Falcman
    Lipiec 8, 2009 o 10:27 pm

    Otóż, nie. Mam inną koncepcję tekstu. Pamiętam, jak dzisiaj, słowa: ‘Unikaj dwuznaczności. Pisz tak, by jakakolwiek różna od zamierzonej interpretacja Twoich słów była niemożliwa: tak, by taka ewentualna interpretacja naruszać musiała reguły gramatyki i znaczenia użytych pojęć’.
    Mam świadomość ‘ciężaru gatunkowego’ eseistyki. To zawsze wypowiedź w pewien sposób tendencyjna, skażona subiektywnością ocen. To nie tekst naukowy (wobec niego nawet sformułować można podobne zastrzeżenia). Jednak wypowiedź, która podejmuje tak trudny, newralgiczny temat – problem obciążony, przede wszystkim, cierpieniami ludzkimi (wymogi formalne pozostają przy nich tylko kaprysem, zadęciem) – silił się na rzetelność, unikał prostych ocen, za to – starał się spojrzeć na zagadnienie z perspektywy możliwie wielostronnego, wyważonego oglądu. Jest pewna metoda, którą poleca się adeptom pisania: ‘Pisząc, staraj się myśleć wbrew sobie: patrz łaskawym okiem na tezy przeciwstawne do swoich, natomiast do przeświadczeń własnych podchodź z daleko posuniętą rezerwą i nieufnością’. Autor, mam wrażenie, tego postulatu nie realizuje. Zgoła odwrotnie, jest zacietrzewiony – piszę to, pomimo Jego odpowiedzi powyżej – w swoim zindoktrynowanym widzeniu problemu. Mam dużą wątpliwość, czy pisanie o ZSRR, faszyzmie etc., może brać poprawkę na osobiste poglądy autora. Jakkolwiek nie oczekuję tego od innych tekstów publicystycznych, to od tych – wymagam rzetelnego podejścia.
    Istnieje, obok literalnego, sens retoryczny. Otóż, pominięcie jakiejś kwestii – nawet jeśli nie zawiera się w założonym przez Autora przedmiocie jego wypowiedzi – daje pewien efekt socjotechniczny. Może być manipulacją. Konsekwentne zrywanie z jakąś optyką i wpływanie przez to na odbiór czytelnika musi być widziane w taki sposób. Sądzę, że autor tekstów o reżimach nie wolno pisać inaczej, jak wielostronnie – że wszelkie zawężenia perspektywy dozwolone są tylko i wyłącznie wobec dojrzałego, dobrze poinformowanego czytelnika: najlepiej historyka.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.