Słynny kawał o pingwinach opowiedziany przez agenta Coopera w osiemnastym odcinku drugiej serii Miasteczka Twin Peaks.
Słynny kawał o pingwinach opowiedziany przez agenta Coopera w osiemnastym odcinku drugiej serii Miasteczka Twin Peaks.
Podczas niedawnych wyborów w Niemczech, dramatyczną porażkę poniosła lewicowa SPD pod wodzą Franka-Waltera Steinmeiera, do czego prawdopodobnie przyczynił się
obywatelski spot młodej Niemki wyśpiewującej w nieskomplikowanej piosence swą wielką miłość do podstarzałego polityka. Absurd bijący z owego wystąpienia był tak wielki, że media podejrzewały raczej prowokację, niż rzeczywistą chęć pomocy kandydatowi.
Niezależnie od motywacji, Steini Girl była ewidentnym plagiatem szlagieru ostatnich wyborów amerykańskich, kiedy to młoda aktorka Amber Lee Ettinger stworzyła postać Obama Girl. Piosenka Crush on Obama z miejsca stała się hitem, przyczyniając się niewątpliwie do zwycięstwa obecnego amerykańskiego prezydenta.
Różnica między wspomnianymi pierwowzorem i plagiatem jest taka, że o ile w Ameryce ładna dziewczyna śpiewa o nienajgorzej się prezentującym polityku w wieku średnim, o tyle młoda Niemka do najpiękniejszych nie należy, nie wspomniawszy już o zalanej twarzy Steinmeiera. Jeśli miała to być kpina wyborcza, to przyznam, że pomimo mdłej wymowy, absurd wystąpienia przeraża. Porównajcie sami:
http://www.youtube.com/watch?v=xDNTQj3fFnM – Steini Girl, Niemcy, 2009.
http://www.youtube.com/watch?v=wKsoXHYICqU – Crush on Obama (Obama Girl), USA, 2008.
Prawdą jest jednak, że Amber Lee Ettinger nie była pierwszą kobiecą maskotką w wielkiej polityce. Cztery lata przed Obama Girl, kampanię wyborczą Władimira Putina zdominował założony przed dwie młode fanki kandydata zespół Поющие вместе. Nagrano wówczas przebój Такого как Путин (Takiego jak Putin). Warto zwrócić uwagę na porównanie muzycznych gustów amerykańskich i rosyjskich wyborców!
Polskie tłumaczenie (słowa rosyjskie w opisie podanego filmu):
Mój chłopak znów wpadł w jakieś kłopoty:
pobił się, nachlał, jak to on – głupi.
Tak mnie tym wkurzył, że go przegnałam,
i chcę mieć teraz takiego jak Putin.Takiego jak Putin – pełnego sił!
Takiego jak Putin – żeby nie pił.
Takiego jak Putin – by mi nie ubliżał.
Takiego jak Putin – by nie zostawił.Widziałam go wczoraj w wiadomościach,
mówił, że świat jest na rozdrożu.
Z takim jak on łatwo i w domu i w gościach,
więc chcę mieć teraz takiego jak Putin.Takiego jak Putin…
A dla Ciebie, czytelniku, która z politycznych girls jest najskuteczniejsza? :-)
Oto ruski młyn. No, po prawej bardziej sowiecki, niż ruski. Po lewej wrażliwiec, po prawej morderca. Z lewa Dostojewski, z prawa Jerofiejew.
W gondolkach siedzą: Lenin, Piotr I, Iwan Groźny, Jelcyn, Gogol, drugi z Jerofiejewów, Grebienszczikow, Szatunow. I trzesący się ze strachu Czaadajew, który najwyraźniej pragnie wysiąść.

Pietrozawodzk, lipiec 2008. Zardzewiały diabelski młyn w miasteczku, któremu bliżej do przerażającego niż wesołego. W tle jezioro Onega.
To jest tak złe, że aż dobre pisała Susan Sontag w swych cytowanych po tysiąckroć przez różnych zainteresowanych Notatkach o kampie. Niestety, ani sama autorka, ani twórcy wielu późniejszych kampowych opracowań (zawsze odwołujących się do tekstu Sontag z 1964), nie odpowiedzieli jednoznacznie na pytanie, gdzie kończy się kamp, a zaczyna zwykłe nieudacznictwo. W dziedzinie tej, jak w życiu, ile ludzi – tyle zdań, a żadne z nich nie przekonuje mnie do końca. Pozwolę sobie zatem stwierdzić, że niniejszy wpis nie traktuje o kampie, a jedynie zachacza o niego momentami.
Tak więc, panie i panowie, przed wami pięć scen z mojej kolekcji największych kinowych nieporozumień:
1.Mózg atakuje!
I to nie byle jaki, lecz zmutowany mózg wielkości furgonetki. To urywek z nakręconego w 1988 roku filmu The Brain w reżyserii Eda Hunta. Scena kultowa!
2.I pluszowe misie mogą zabić…
…parafrazując Gusa van Santa. To sam początek filmu o olbrzymim mózgu.
3.Najbardziej przekonująca scena świata…
…na którą składają się: najźlejsze zło, najbardziej przekonujący śmiech, najbardziej przekonujący ból i przede wszystkim najbardziej przekonujący upadek – za samą dwudziestą drugą sekundę należałby się osobny Oscar.
Scena pochodzi z kampowego pornohorroru Naga dla szatana w reżyserii Luigiego Batzelli z 1974 roku.
4.Wybuchające ścierwo pająka atakuje 3
…czyż nie piękny tytuł dla kolejnej produkcji ze Stevenem Seagalem? Scena pochodzi z tegoż samego filmu, co powyższy upadek.
Chciałbym zwrócić uwagę na odgłosy wydawane przez pająka i jego nieruchome nóżki z plastiku. No i przede wszystkim największa tajemnica: dlaczego ścierwo stwora wybucha?
5.Z siekierą na mózg
Niestety, straszliwe mózgi znowu atakują. Tym razem naszą planetę zaatakował stwór z planety Arous. Wchodząc w umysł poważanego naukowca planuje opanować świat, na szczęście w ślad za nim na ziemię spada mózg-policjant tworzący swoją bazę w głowie psa naukowca. Kto wygra? Czy siekiera powstrzyma kosmiczne moce? Odpowiedzi na te pytania tylko w Mózgu z planety Arous z 1957 roku w reżyserii Nathana Jurana.
Twier, 1466. Około trzydziestoletni kupiec Afanasij, syn Nikity, wyrusza ze swym ładunkiem w drogę do Indii, nie wiedząc jeszcze, że nie bogactwo będzie mu dane, lecz sława jednego z najodważniejszych podróżników i kronikarzy ówczesnego świata. Pokonując długą drogę z rodzinnego miasta do sułtanatu Bahmanidów, przez Kaukaz, morze Kaspijskie, Persję i morze Arabskie, Afanasij sporządza notatki, mające stać się za kilka wieków bezcennym źródłem historycznym. Swe dzieło tytułuje Podróże za trzy morza, mając na myśli wspomniane już akweny, a także morze Czarne, które przebył na wskroś, z tureckiego Trabzonu do Teodozji na Krymie, już w drodze do domu.
Jak często bywa w biografiach wielkich podróżników, kupiec nigdy nie powrócił do rodzinnej Twieri – zmarł w szóstym roku podróży pod Smoleńskiem, niemalże pod bramami rodzinnego miasta.

Trasa podróży Afanasija Nikitina
Niespełna trzy lata po śmierci Afanasija, jego rękopis odnajduje się w Moskwie u Wasilija Mamyriewa, który uporządkował notatki i zamieścił przed nimi krótki wstęp. To dzięki jego pracy Podróże za trzy morza przetrwały do dnia dzisiejszego – odkryte ponownie w 1821 przez historyka Nikołaja Michajłowicza Karamzina.
Aby wczuć się w nastrój podróży twierskiego kupca i dowiedzieć się czegoś o realiach podróżowania po ówczesnej Rusi, przetłumaczyłem początek oryginalnego źródła – od wyruszenia, do wpłynięcia w deltę Wołgi. W pracy mej starałem się oddać jak najdosłowniej urok piętnastowiecznego języka, jakim opisane są zamorskie podróże Rosjanina:
6983 – w tymże roku początek mają zapiski Afanasija, twierskiego kupca, który w Indiach całe cztery lata spędził, a opowiada jak to z Wasilijem Papinem w podróż wyruszył. Dopytywałem kiedy Wasilij Papin posłanym był przez wielkiego księcia, i powiedzieli mi – w rok po kazańskiej wyprawie wrócił on z Ordy, a poległ pod Kazaniem, strzałą przestrzelony, kiedy książę Jurij na Kazań szedł. W notatkach nie znalazłem którego roku Afanasij wyruszył i w którym roku wrócił z Indii i umarł, a powiadają, że umarł, do Smoleńska nie doszedłszy. A zapiski on swoją ręką pisał, i te zeszyty z pismem jego przywieźli kupcy do Moskwy, do Wasilija Mamyriewa, diaka wielkiego księcia. A rzecze Afanasij:
“O modlitwę świętych ojców naszych, Panie Jezusie Chrystusie, Synie Boży, odpuśćże mi, synowi swojemu grzesznemu, Afanasijowi Nikitinowi. Zapisałem tu swe grzeszne podróże za trzy morza: pierwsze morze – Derbenckie, drugie morze – Indyjskie, trzecie morze – Czarne.
A wyszedłem ja spod soboru świętego ze kopułami złotymi, z miłością jego, i władcę mego, księcia wielkiego Michaiła Borysowicza Twierskiego opuściłem, i świątobliwość jego Giennadija Twierskiego, i Borysa Zacharycza. I popłynąłem zpierwa w dół Wołgi. I do monastyru kaljazinskiego zawitałem, pod wezwaniem Świętej Trójcy Najświętszej i męczenników świętych, Borysa i Gleba. I od igumena Makarija oraz braci świętej błogosławieństwo otrzymałem. A z Kaljagina popłynąłem do Uglicza, skąd bez przeciwwskazań dalej mnie puścili. Odpłynąłem z Uglicza, przyjechałem do Kostromy i do księcia Aleksandra z listem polecającym się udałem, i puścili mnie znów bez problemów. I do Plios przyjechałem niczem nie niepokojony.
I przyjechałem następnie do Niżnego Nowgorodu, do Michaiła Kiseliewa, namiestnika, i do Iwana Sarajewa, i puścili mnie oni bez przeciwwskazań. Jednakże Wasilij Papin w mieście owym nie zatrzymał był się, i ja w Niżnym Nowgorodzie dwa tygodnie zmuszony byłem czekać na Hasan-beka, posła Szirwanszacha tatarskiego. A jechał on z posłannictwem od wielkiego księcia Iwana, a listów było u niego przeszło dziewięćdziesiąt. Popłynąłem z nimi dalej Wołgą. Kazań przejechałem bez problemów, i Ordę, i Usłan, i Saraj, i Bieriekiezan…”
Zainteresowanym polecam pełen tekst Afanasija Nikitina dostępny w języku rosyjskim pod adresem http://lib.pushkinskijdom.ru/Default.aspx?tabid=5068

Twierski pomnik kupca
Rosjanie pamiętają o zasługach swego wielkiego podróżnika. A kto z nas, Polaków, słyszał o wyprawie mnicha Benedykta wgłąb Azji?
Erdel erdel erdel erdel erdel…
Odgłos pralki wg Kurta Vonneguta
–
Widmo krąży po internecie, widmo pralkofilii!
Historia wszelkiego śmiechu dotychczasowego jest historią walki. Dowcip i skecz, absurd i czarny humor, śmieszny gag i prymitywne teksty amerykańskich komedii pozostawały w nieustannym do siebie przeciwieństwie. Nasza epoka różni się jednak diametralnie od czasów poprzednich, bowiem to w dwudziestym pierwszym wieku pojawiła się pralkofilia – ruch niebezpieczny i przede wszystkim nieustannie rosnący w siłę.
Jeśliś, czytelniku, zwolennikiem humoru absurdalnego, odpręż się i podziwiaj piękno bezsensu; poważniejsi odbiorcy mogą potraktować niniejszy wpis jako próbę socjologicznego spojrzenia na nowe zjawisko w internetowych serwisach multimedialnych, jakim jest ukochanie pralki pod każdą postacią.
Oto jeden z bardziej wzruszających dramatów o pralkach w dziejach światowej kinematografii:
Najbardziej popularne są jednak pralkowe telenowele. Biorą sobie one do serca podstawową cechę mydlanych oper – realizm. Serwisy internetowe zarzucane są więc kilkuminutowymi filmami przedstawiającymi pralkę w czasie pracy. I choć miłość, nienawiść, seks oraz zdrada zastąpione zostały płukaniem, wirowaniem, praniem wstępnym oraz załadunkiem, widz nadal może liczyć na prawdziwe emocje podczas seansu.
Co ciekawsze, produkcja Hollywoodu jest niczym przy obywatelskim ruszeniu pralkofili:
- MIMIseeQ wrzucił do internetu aż 342 filmy, z czego niemal wszystkie przedstawiają pralki w trakcie pracy
- michal93opole podzielił się z internautami 190 pralkofilskimi filmami
- polarluna385e ma na swym profilu 121 pralkonowel
…co daje nam ponad 650 kilkuminutowych nagrań z pracy najzwyczajniejszych w świecie pralek automatycznych w dorobku zaledwie trzech użytkowników. Warto posłuchać również unikalnego akcentu zagranicznych maszyn. Zachowując rzecz jasna należytą ostrożność, bo jak głosi na murach dworcowych wielkopolska sekcja pralkofili:

O tak, internet jest z pewnością bardzo ciekawym medium – może znalazłby się jakiś miłośnik pralek z prawdziwego zdarzenia, aby opowiedzieć w komentarzach nieco więcej o swej pasji?
Mama
- Mamo! Co to znaczy być Rosjaninem?
Milczy.
- Mamo! Mamo!
- Czego chcesz?
- Co to znaczy być Rosjaninem?
- Co?
- Co to znaczy być Rosjaninem?
Milczy.
- Mamo!
- Odczep się! Nudzisz!
- Mamo!
- Powiedziałam ci po rosyjsku – odczep się!!!
- Mamo, nie bij!
- Milcz zasrańcu!
- Mamo! Mamusiu! Nie zabijaj!
Podręcznik
Dlaczego mama nie chciała odpowiedzieć synowi na postawione pytanie?
Dlaczego zaczęła go bić? Czy ostatecznie zabiła go, czy jednak przeżył?
Wiktor Jerofiejew, “Encyklopedia duszy rosyjskiej”, str. 26
Uważam się za alterglobalistę, co zobowiązuje do “niekonwencjonalnego” zachowania w sferze konsumpcji. Unikam lansu w kawiarniach Starbucksa, nie czerpię przyjemności ze spacerów po ogromnych centrach handlowych, a przede wszystkim bojkotuję wielkie korporacje takie jak McDonald’s, KFC, PepsiCo, Gap i inne, czyli w zasadzie drapieżnych wytwórców wszystkiego co nie jest człowiekowi do życia potrzebne, a stanowi jedynie wywołany modą kaprys. Miejsce pierwsze w mej nienawiści do danej marki dzierży jednak niepodzielnie, ex aequo z McDonaldsem, obecny w każdym sklepie symbol Ameryki – Coca-Cola.
W świadomej części swego życia nie splamiłem się wypiciem ani łyka Kropli Beskidu znanej dawniej jako Bonaqua, Nestea, Fanty, Sprite’a, Cappy, Burna, Powerade i wreszcie samej Coca-Coli w żadnej ze swych licznych odmian. Prowokowałem niewielkie uliczne happeningi mające na celu zdyskredytowanie marki, za co pracownicy koncernu nie raz obrzucili mnie stekiem niewybrednych wyzwisk. Skąd się to wszystko bierze?
Naomi Klein w swym No Logo, Biblii alterglobalistów, zamieszcza mrożącą krew w żyłach historię mogącą być w przyszłości przyczynkiem do nakręcenia całkiem dochodowego dreszczowca:
W 1988 roku Coca-Cola ogłosiła międzyszkolny konkurs na wymyślenie strategii rozprowadzania wśród uczniów kuponów na produkty koncernu. Szkoła, która zaproponuje najlepsze rozwiązanie, miała otrzymać w nagrodę 500 dolarów. Greenbriar High School z Evans w stanie Georgia potraktowała sprawę poważnie i zorganizowała oficjalny dzień Coca-Coli, w czasie którego wszyscy uczniowie przyszli do szkoły ubrani w firmowe koszulki, pozowali do fotografii, ustawiwszy się w żywy napis “Coke”, wysłuchali wykładów pracowników koncernu i uczyli się na lekcjach wszystkiego o tym, co czarne i z bąbelkami. Była to prawdziwa brandingowa idylla, dopóki dyrektorka nie zauważyła, iż niejaki Mike Cameron, dziewiętnastoletni maturzysta, dokonał odrażającej prowokacji, przychodząc do szkoły w koszulce z logo Pepsi. Chłopak został niezwłocznie zawieszony za niesubordynację. Zdaję sobie sprawę, że to niedobrze brzmi: ‘uczeń zawieszony za koszulkę Pepsi w czasie dnia Coca-Coli’ powiedziała dyrektorka szkoły Gloria Hamilton. To naprawdę byłoby jeszcze do przyjęcia [...], gdybyśmy tylko we własnym gronie, ale mieliśmy u siebie dyrektora regionalnego koncernu i ludzi, którzy specjalnie przylecieli z Atlanty, żeby wygłosić nam zaszczyt i wygłosić wykłady. Uczniowie wiedzieli, że będziemy mieć gości.
Naomi Klein, No Logo, str. 113
Warto zwrócić uwagę, że opisana historia miała miejsce w 1988 roku, a więc w okresie, gdy walka korporacji nie była jeszcze tak wszechobecna jak dziś, natomiast agresję ikony amerykańskiego korporacjonizmu ograniczał podział świata i zacofanie niektórych regionów. Dziś, jadąc jednym z osławionych dalekobieżnych rosyjskich pociągów, obserwuję z przestrachem sprzedające na stacjach babuszki – swój monopol kulturowy utraciły bowiem czeburieki, pielmieni, czy wędzone ryby – starsze panie w powłóczystych sukniach coraz częściej sprzedają zachodnie chipsy, lub… Coca-Colę, będącą jednym z podstawowych produktów nieśmiertelnie podpisanych pod nazwę globalizacja.
Nikt jednak nie wpadł jeszcze na pomysł organizacji masowych protestów sprzeciwiających się globalnej polityce koncernu, bądź agresywnym formom marketingu przezeń prowadzonego. Do tej pory największy sprzeciw opinii publicznej wywołał sponsoring niesławnej olimpiady w Pekinie – w Polsce petycję wzywającą do bojkotu Coca-Coli podpisali m. in. Konstanty Miodowicz, Joanna Kluzik-Rostkowska i Jan Lityński.

Niestety Pekin jest jednym z lżejszych skandali związanych z koncernem – do najbardziej znanych należą słynne dzięki akcji Killer-Cola wydarzenia w Kolumbii, gdzie drastyczne fakty powiązań firmy ze zbrodniczymi organizacjami paramilitarnymi przedstawiła w 2004 roku ekipa niemieckiej telewizji w dokumentalnym filmie Coca-Killer (pod podanym linkiem możliwość pobrania obrazu). Morderstwa pracowników związku zawodowego pracowników rozlewni Coca-Coli SINALTRAINAL przysporzyły korporacji wrogów na całym świecie, obalając jednocześnie mit o nietykalności wielkich przedsiębiorców. Głośny odzew wywołało również nagłośnione zatruwanie indyjskiego środowiska (z wysuszaniem gleb na czele) przez niespełniające norm ekologicznych fabryki napojów, a co gorsza – wypuszczanie na tamtejszy rynek partii skażonych pestycydami, których stężenie (jak informuje podany powyżej portal) przewyższało niejednokrotnie ponad 30 razy europejskie normy zawartości substancji szkodliwych.
Nie sposób wspomnieć w krótkiej notce wszystkich skandali jakie wywołała na świecie marka Coca-Cola. Starczy zaznaczyć, że to zaledwie kropla w morzu wyzysku, gwałcenia wszelakich norm, w tym moralnych, o szkodliwości dla organizmu nie wspominając – wszak każdy z nas wybiera sobie truciznę, na którą marnuje pieniądze.
Nie sądzę, by wpis ten wywołał większe poruszenie. Zapewne większość czytelników uzna mnie za oszołomionego ideologią wariata, którego obchodzą jakieś kolumbijskie dzikusy. Odpowiedź moja brzmi: owszem, obchodzą mnie dzikusy w środku puszczy, obchodzi mnie również moje życie i otoczenie, coraz bardziej przez colę korodowane – czy krócej – kolodowane, piszę wszak o najlepszym wynalezionym odrdzewiaczu. Bard śpiewa:
Pijte vodu, pijte pitnou vodu!
Jaromír Nohavica
…byle nie Kroplę Beskidu.
Poznasz naród po śmiechu jego. Ta stara prawda zdaje się opierać zjawisku globalizacji, bowiem po dziś dzień inaczej śmieją się Włosi, inaczej Islandczycy; polskie żarty dotykają odmiennej tematyki niż niemieckie; inne są dowcipy w Rosji, inne w Stanach Zjednoczonych. Amerykańskie poczucie humoru jest zresztą bardzo specyficzne, opiera się bowiem przede wszystkim na procesach fizjologicznych, nałogach i seksie. Żadnego abstraktu, żadnego głębszego dna, bo i po co? Śmiech dla debili jest wszak najlepszym towarem eksportowym – co roku w święta połowa polskich rodzin zarykuje się ze śmiechu przed Kevinem samym w domu, a internet zalewają tanie kreskówki produkowane chałupniczo na modłę amerykańską. Kupa, kurwa, chuj, seks, bekanie, pierdzenie, sraka, mam okres, gazowanie Żydów, defloracja, boki zrywać!
A wiecie ile dzięki powyższym słowom będę miał nadprogramowych wizyt na blogu?
Ale nie o tym miałem pisać. Dzięki Bogu, polska kultura masowa nie została jeszcze zalana wulgarnym dowcipem na taką skalę, jak ma to miejsce w Stanach. Tam nawet poważne z pozoru dzieła nie mogą się obyć bez paru fizjologicznych odgłosów, bądź krótkiej gadki o fajnych dupach. Przykładem niech będzie nakręcony w 1986 Salvador Oliviera Stone’a – jeden z lepszych filmów kiepskiego twórcy. I jeden z najbrutalniejszych obrazów świata: główni bohaterowie, amerykański reportażysta i fotograf, chodzą po ciałach zamordowanych dzieci; na ekranie widać gwałcone, a następnie mordowane w bestialski sposób kobiety; kamera pokazuje wszystko, co tylko najokrutniejszego mogło zdarzyć się na wojnie w tym zakątku świata. A wszystko to przerywane jest rozmowami bohaterów o fajnych dupeczkach, odlocie po trawce, czy po prostu typowym amerykańskim FUCK.
Prowokacja? Jeśli tak, to nadzwyczaj udana. Widziałem ten film podczas zeszłorocznego krakowskiego festiwalu OFF Camera. Słowo wstępne przed projekcją wygłosić miał sam Petr Zelenka, tak więc sala była pełna. Jakież było moje zdziwienie, gdy w scenie następującej po bestialskim mordzie grupy dzieci, jeden z amerykanów rzucał kiepski tekst o własnej żonie… a widzowie się śmiali! Pomijając poziom żartu, było to najzwyczajniej w świecie szokujące.

Kadr z filmu “Salvador” Oliviera Stone’a. Za chwilę bohaterowie zaczną rozmawiać o dupeczkach.
Nieprzypadkowo ów tekst powstał właśnie dzisiaj. Sześćdziesiąt cztery lata temu dowodzony przez Paula Tibbetsa samolot B-29 Enola Gay, nazwany na cześć matki pilota, zrzucił na Hiroszimę bombę atomową nazwanę pieszczotliwie Little Boy (Mały chłopczyk). Cóż za wyrafinowanie! Niemcy nazywali swoją śmiercionośną broń wojskowymi kryptonimami zaczerpniętymi nierzadko ze świata zwierząt, największą na świecie bombę atomową Rosjanie nazwali Iwan Wielki. Tymczasem Amerykanie w kilka sekund uśmiercili ponad sto tysięcy ludzi za pomocą małego chłopczyka! Słodkie.
Jeżeli byłyby takie same okoliczności – tak, psiakrew, zrobiłbym to znowu! Śpię spokojnie każdej nocy.
Kapitan Paul Tibbets

Uśmiechnięta załoga Enola Gay – przed chwilą zrównali z ziemią sporych rozmiarów miasto.
W ramach epilogu: ciężko mi obiektywnie ocenić opisywany film Stone’a, bo do dnia dzisiejszego nie jestem pewien, czy nie jest to jedna wielka prowokacja. Jeśli tak, to ukłony dla reżysera, cóż jednak w takim wypadku twierdzić o widzach?
Człowiek, który zniszczył Hiroszimę, do ostatnich swych dni nie żałował podjęcia misji. Co więcej, w 1976 roku z dumą podjął się rekonstrukcji swej najważniejszej misji podczas lotniczego show w Harlingen w Teksasie. Japonia była oburzona, a rząd Stanów Zjednoczonych musiał wystosować oficjalną notę przepraszającą.
Bo Japońce nie mają poczucia humoru.
Najnowsze komentarze