Uważam się za alterglobalistę, co zobowiązuje do “niekonwencjonalnego” zachowania w sferze konsumpcji. Unikam lansu w kawiarniach Starbucksa, nie czerpię przyjemności ze spacerów po ogromnych centrach handlowych, a przede wszystkim bojkotuję wielkie korporacje takie jak McDonald’s, KFC, PepsiCo, Gap i inne, czyli w zasadzie drapieżnych wytwórców wszystkiego co nie jest człowiekowi do życia potrzebne, a stanowi jedynie wywołany modą kaprys. Miejsce pierwsze w mej nienawiści do danej marki dzierży jednak niepodzielnie, ex aequo z McDonaldsem, obecny w każdym sklepie symbol Ameryki – Coca-Cola.
W świadomej części swego życia nie splamiłem się wypiciem ani łyka Kropli Beskidu znanej dawniej jako Bonaqua, Nestea, Fanty, Sprite’a, Cappy, Burna, Powerade i wreszcie samej Coca-Coli w żadnej ze swych licznych odmian. Prowokowałem niewielkie uliczne happeningi mające na celu zdyskredytowanie marki, za co pracownicy koncernu nie raz obrzucili mnie stekiem niewybrednych wyzwisk. Skąd się to wszystko bierze?
Naomi Klein w swym No Logo, Biblii alterglobalistów, zamieszcza mrożącą krew w żyłach historię mogącą być w przyszłości przyczynkiem do nakręcenia całkiem dochodowego dreszczowca:
W 1988 roku Coca-Cola ogłosiła międzyszkolny konkurs na wymyślenie strategii rozprowadzania wśród uczniów kuponów na produkty koncernu. Szkoła, która zaproponuje najlepsze rozwiązanie, miała otrzymać w nagrodę 500 dolarów. Greenbriar High School z Evans w stanie Georgia potraktowała sprawę poważnie i zorganizowała oficjalny dzień Coca-Coli, w czasie którego wszyscy uczniowie przyszli do szkoły ubrani w firmowe koszulki, pozowali do fotografii, ustawiwszy się w żywy napis “Coke”, wysłuchali wykładów pracowników koncernu i uczyli się na lekcjach wszystkiego o tym, co czarne i z bąbelkami. Była to prawdziwa brandingowa idylla, dopóki dyrektorka nie zauważyła, iż niejaki Mike Cameron, dziewiętnastoletni maturzysta, dokonał odrażającej prowokacji, przychodząc do szkoły w koszulce z logo Pepsi. Chłopak został niezwłocznie zawieszony za niesubordynację. Zdaję sobie sprawę, że to niedobrze brzmi: ‘uczeń zawieszony za koszulkę Pepsi w czasie dnia Coca-Coli’ powiedziała dyrektorka szkoły Gloria Hamilton. To naprawdę byłoby jeszcze do przyjęcia [...], gdybyśmy tylko we własnym gronie, ale mieliśmy u siebie dyrektora regionalnego koncernu i ludzi, którzy specjalnie przylecieli z Atlanty, żeby wygłosić nam zaszczyt i wygłosić wykłady. Uczniowie wiedzieli, że będziemy mieć gości.
Naomi Klein, No Logo, str. 113
Warto zwrócić uwagę, że opisana historia miała miejsce w 1988 roku, a więc w okresie, gdy walka korporacji nie była jeszcze tak wszechobecna jak dziś, natomiast agresję ikony amerykańskiego korporacjonizmu ograniczał podział świata i zacofanie niektórych regionów. Dziś, jadąc jednym z osławionych dalekobieżnych rosyjskich pociągów, obserwuję z przestrachem sprzedające na stacjach babuszki – swój monopol kulturowy utraciły bowiem czeburieki, pielmieni, czy wędzone ryby – starsze panie w powłóczystych sukniach coraz częściej sprzedają zachodnie chipsy, lub… Coca-Colę, będącą jednym z podstawowych produktów nieśmiertelnie podpisanych pod nazwę globalizacja.
Nikt jednak nie wpadł jeszcze na pomysł organizacji masowych protestów sprzeciwiających się globalnej polityce koncernu, bądź agresywnym formom marketingu przezeń prowadzonego. Do tej pory największy sprzeciw opinii publicznej wywołał sponsoring niesławnej olimpiady w Pekinie – w Polsce petycję wzywającą do bojkotu Coca-Coli podpisali m. in. Konstanty Miodowicz, Joanna Kluzik-Rostkowska i Jan Lityński.

Niestety Pekin jest jednym z lżejszych skandali związanych z koncernem – do najbardziej znanych należą słynne dzięki akcji Killer-Cola wydarzenia w Kolumbii, gdzie drastyczne fakty powiązań firmy ze zbrodniczymi organizacjami paramilitarnymi przedstawiła w 2004 roku ekipa niemieckiej telewizji w dokumentalnym filmie Coca-Killer (pod podanym linkiem możliwość pobrania obrazu). Morderstwa pracowników związku zawodowego pracowników rozlewni Coca-Coli SINALTRAINAL przysporzyły korporacji wrogów na całym świecie, obalając jednocześnie mit o nietykalności wielkich przedsiębiorców. Głośny odzew wywołało również nagłośnione zatruwanie indyjskiego środowiska (z wysuszaniem gleb na czele) przez niespełniające norm ekologicznych fabryki napojów, a co gorsza – wypuszczanie na tamtejszy rynek partii skażonych pestycydami, których stężenie (jak informuje podany powyżej portal) przewyższało niejednokrotnie ponad 30 razy europejskie normy zawartości substancji szkodliwych.
Nie sposób wspomnieć w krótkiej notce wszystkich skandali jakie wywołała na świecie marka Coca-Cola. Starczy zaznaczyć, że to zaledwie kropla w morzu wyzysku, gwałcenia wszelakich norm, w tym moralnych, o szkodliwości dla organizmu nie wspominając – wszak każdy z nas wybiera sobie truciznę, na którą marnuje pieniądze.
Nie sądzę, by wpis ten wywołał większe poruszenie. Zapewne większość czytelników uzna mnie za oszołomionego ideologią wariata, którego obchodzą jakieś kolumbijskie dzikusy. Odpowiedź moja brzmi: owszem, obchodzą mnie dzikusy w środku puszczy, obchodzi mnie również moje życie i otoczenie, coraz bardziej przez colę korodowane – czy krócej – kolodowane, piszę wszak o najlepszym wynalezionym odrdzewiaczu. Bard śpiewa:
Pijte vodu, pijte pitnou vodu!
Jaromír Nohavica
…byle nie Kroplę Beskidu.
Najnowsze komentarze